9 lipca 2016

MWH - CZYLI MOJA WŁOSOWA HISTORIA CZ.1

Kiedyś na moim blogu była osobna podstrona z "Moją Włosową Historią". Jakiś czas temu postanowiłam ją usunąć ze względu na zmianę wyglądu blogu. W końcu nadszedł ten czas i zasiadłam do napisania dalszego ciągu historii, a kolejną część dodam za jakiś czas. Moja historia pojawiła się na blogu Anwen, z czego bardzo się cieszę. Możecie ją zobaczyć TUTAJ. Od tego czasu sporo się zmieniło, więc zapraszam na ciąg dalszy :)


Myślę, że moje włosy w porównaniu z innymi nie przeszły aż tak dużo (głównie pod względem farbowania). Pierwszy raz pofarbowałam je w czerwcu 2013, czyli miesiąc przez rozpoczęciem włosomaniactwa. Przeszły jednak bardzo dużo przez codzienne prostowanie najwyższą temperaturą przez 7 lat. Może jednak zacznę od początku.




W wieku 3-4 lat moje włosy były właściwie biało-zółte. Szkoda, że ten kolor nie został ze mną, bo bardzo mi się podoba. Kolor niestety z czasem ściemniał i stał się rudo-mysio-brązowy.


Włosy czasem się kręciły, czasem były pofalowane. Kiedy nadeszła I Komunia Św. nie miałam włosów do pasa, ale były dosyć długie i mogłam mieć wymarzone loki. Włosów po komunii nie ścięłam.Mama do trzeciej klasy podstawówki czesała mnie w dwa warkocze i wtedy włosy były w miarę proste. Trochę później cały czas byłam czesana w warkocza, który po powrocie do domu już nie wyglądał dobrze, ponieważ moje włosy były bardzo gęste. W czwartej klasie moje włosy sięgały już do pasa, ale niestety dla mojej mamy największym problemem było czesanie ich. Postanowiłam je obciąć i wycieniować.


Prezentowały się tak. Zaczęłam prostować włosy, bo nie mogłam sobie dać rady z falami i puchem, a nie chciałam już nosić ich związanych w warkocza . Na tym zdjęciu widać przesuszone końcówki i niezbyt dobry stan włosów. Używałam jednak szamponu i odżywki Gliss Kura odkąd pamiętam. Włosy wtedy były myte co drugi dzień, a następnie suszone, spryskiwane sprayem termoochronnym(niestety z alkoholem) i prostowane najwyższą temperaturą czyli 220-240°C
 

Włosy były tak traktowane przez bardzo długi czas. Tutaj w wakacje dodatkowo potraktowane słoną wodą i słońcem. Jak widać mimo tego, że były prostowane, fale się pojawiały.
 

W klasie 1 gimnazjum postanowiłam włosy obciąć Miałam ich dosyć, głównie dlatego, że były gęste, więc prosiłam o dosyć mocne pocieniowanie. Zaczęłam jednak myć je codziennie, a co za tym idzie również prostować. Prostownica nie miała ani jednego dnia odpoczynku, włosy tym bardziej. Sporadycznie używałam tego samego sprayu termoochronnego z alkoholem. W porównaniu z poprzednim zdjęciem, włosy nabrały trochę blasku. Jeszcze w wakacje spodobało mi się jak moja ciocia ma obcięte włosy, więc zapisałam się do tej samej fryzjerki. Przyszła ona do niej do domu, a ja zadowolona, że będę miała ładną fryzurę oddałam się w jej ręce. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie słyszałam tylu negatywnych komentarzy na temat moich włosów. Z godzinę chyba nasłuchałam się o tym jakie to nie są zniszczone i że nie mogę prostować itd itd. Zgodziłam się żeby obcięła mi zniszczone "końcówki". Nie spodziewałam się, że później będę się wstydziła chodzić do szkoły. Efekt widzicie wyżej.
 


Kiedy zobaczyłam włosy w lustrze, pojawiły się w moich oczach łzy. Wzięłam jednak głęboki oddech i skłamałam, że jestem zadowolona i włosy mi się podobają. Od tamtego dnia włosy związywałam i prostowałam najwyżej grzywkę. Kupiłam wyciąg z pokrzywy i skrzypu, by przyspieszyć porost włosów i jakoś mi się udało.Włosy trochę podrosły, więc prostownica poszła w ruch. Tym razem stawiałam dosyć często na loki.


 Lipiec 2013 - włosy przed farbowaniem. Zawsze chciałam mieć czarne włosy. Z czasem jednak moja decyzja ulegała zmianom i zapragnęłam mieć brązowe włosy, jak Nina Dobrev. Miałam świadomość tego, że moje włosy są bardzo zniszczone, więc wybrałam Casting Creme Gloss.



Moja włosowa historia - nastyessence

Podczas obydwu spotkań autorskich (w Krakowie i Warszawie) miałam okazję porozmawiać sobie z moimi czytelniczkami. Każda z tych, niestety bardzo krótkich, rozmów była dla mnie bardzo ważna i motywująca, ale kilka z Was bardzo mnie zasmuciło. Kiedy rozpoczynałam na blogu serię MWH nawet bym nie pomyślała, że kiedyś stanie się ona tak popularna i z tego oczywiście się cieszę. Ale niestety z czasem niektóre moje czytelniczki zapomniały jaki był jej pierwotny cel i zamiast motywować się nawzajem, zaczęły się krytykować. Ja wiem, że krytyka, zwłaszcza ta konstruktywna jest czasem potrzebna, ale na moim blogu coraz częściej pojawiały się komentarze złośliwe i wcale nie konstruktywne, a dziewczyny zaczęły się bać takich reakcji i rezygnowały z podesłania MWH! Jadąc wczoraj autem z Krakowa (miałam kilka godzin na przemyślenia ;) ) zdałam sobie sprawę, że tak przecież być nie musi, że ja też się na to nie zgadzam i postanowiłam znów wprowadzić ostrzejszą moderację komentarzy. Przez ostatnie kilka/kilkanaście miesięcy przepuszczałam właściwie wszystko co się pojawiało, nie publikując jedynie tych naprawdę chamskich komentarzy. Od dziś pod włosowymi historiami nie będzie miejsca na kłótnie czy złośliwe krytykowanie. Możecie to nazwać cenzurą, możecie się ze mną nie zgadzać, ale tak postanowiłam. I mam nadzieję, że od dziś każda dziewczyna wysyłająca mi swoją historię będzie się czuła komfortowo, gdy potem zajrzy na bloga i poczyta sobie wszystkie komentarze. Kończąc ten przydługi wstęp zostawiam Was z nową włosową historią :)
Myślę, że moje włosy w porównaniu z innymi nie przeszły aż tak dużo (głównie pod względem farbowania). Pierwszy raz pofarbowałam je w czerwcu 2013, czyli miesiąc przez rozpoczęciem włosomaniactwa. Przeszły jednak bardzo dużo przez codzienne prostowanie najwyższą temperaturą przez 7 lat. Może jednak zacznę od początku.


W wieku 3-4 lat moje włosy były właściwie biało-zółte. Szkoda, że ten kolor nie został ze mną, bo bardzo mi się podoba. Kolor niestety z czasem ściemniał i stał się rudo-mysio-brązowy.


Włosy czasem się kręciły, czasem były pofalowane. Kiedy nadeszła I Komunia Św. nie miałam włosów do pasa, ale były dosyć długie i mogłam mieć wymarzone loki. Włosów po komunii nie ścięłam.Mama do trzeciej klasy podstawówki czesała mnie w dwa warkocze i wtedy włosy były w miarę proste. Trochę później cały czas byłam czesana w warkocza, który po powrocie do domu już nie wyglądał dobrze, ponieważ moje włosy były bardzo gęste. W czwartej klasie moje włosy sięgały już do pasa, ale niestety dla mojej mamy największym problemem było czesanie ich. Postanowiłam je obciąć i wycieniować.



Prezentowały się tak. Zaczęłam prostować włosy, bo nie mogłam sobie dać rady z falami i puchem, a nie chciałam już nosić ich związanych w warkocza . Na tym zdjęciu widać przesuszone końcówki i niezbyt dobry stan włosów. Używałam jednak szamponu i odżywki Gliss Kura odkąd pamiętam. Włosy wtedy były myte co drugi dzień, a następnie suszone, spryskiwane sprayem termoochronnym(niestety z alkoholem) i prostowane najwyższą temperaturą czyli 220-240°C



Włosy były tak traktowane przez bardzo długi czas. Tutaj w wakacje dodatkowo potraktowane słoną wodą i słońcem. Jak widać mimo tego, że były prostowane, fale się pojawiały.



W klasie 1 gimnazjum postanowiłam włosy obciąć i prezentowały się tak. Miałam ich dosyć, głównie dlatego, że były gęste, więc prosiłam o dosyć mocne pocieniowanie. Zaczęłam jednak myć je codziennie, a co za tym idzie również prostować. Prostownica nie miała ani jednego dnia odpoczynku, włosy tym bardziej. Sporadycznie używałam tego samego sprayu termoochronnego z alkoholem. W porównaniu z poprzednim zdjęciem, włosy nabrały trochę blasku.


Jeszcze w wakacje spodobało mi się jak moja ciocia ma obcięte włosy, więc zapisałam się do tej samej fryzjerki. Przyszła ona do niej do domu, a ja zadowolona, że będę miała ładną fryzurę oddałam się w jej ręce. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie słyszałam tylu negatywnych komentarzy na temat moich włosów. Z godzinę chyba nasłuchałam się o tym jakie to nie są zniszczone i że nie mogę prostować itd itd. Zgodziłam się żeby obcięła mi zniszczone "końcówki". Nie spodziewałam się, że później będę się wstydziła chodzić do szkoły.

Efekt :



13.09.2011
Kiedy zobaczyłam włosy w lustrze, pojawiły się w moich oczach łzy. Wzięłam jednak głęboki oddech i skłamałam, że jestem zadowolona i włosy mi się podobają. Od tamtego dnia włosy związywałam i prostowałam najwyżej grzywkę. Kupiłam wyciąg z pokrzywy i skrzypu, by przyspieszyć porost włosów i jakoś mi się udało.Włosy trochę podrosły, więc prostownica poszła w ruch. Tym razem stawiałam dosyć często na loki.




Włosy prezentowały się nawet dobrze, ale to raczej zasługa silikonów.

Czerwiec 2013



Lipiec 2013 - włosy przed farbowaniem. Zawsze chciałam mieć czarne włosy. Z czasem jednak moja decyzja ulegała zmianom i zapragnęłam mieć brązowe włosy, jak Nina Dobrev. Miałam świadomość tego, że moje włosy są bardzo zniszczone, więc wybrałam Casting Creme Gloss.



sierpień 2013 Już się wkręciłam w włosomaniactwo, włosy po olejowaniu olejem z lnianki i nakładaniu różnych maseczek, głównie domowych początek pielęgnacji. Z dnia na dzień przestałam prostować włosy i przez całe wakacje nie widziały one prostownicy. Farba też zdążyła się wypłukać. Kupiłam wtedy szampon do oczyszczenia, Garnier AiK i szukałam jakiegoś delikatnego szamponu bez SLS/SLES. Udało mi się znaleźć szampon Alverde z olejkiem arganowym i z migdałów, który bardzo dobrze się spisuje do dziś.



 Styczeń 2014 - zdjęcie robione telefonem, z lampą, włosy po koczku ślimaczku. Niestety bardzo często się zdarza, że powstają na włosach takie brzydkie, "pogniecione" kosmyki. Pielęgnacja głównie polegała na olejowaniu olejem z pestek winogron ok. 2 razy w tygodniu, maski również 2 razy w tygodniu biovaxy (różne rodzaje) i zabezpieczanie końcówek eliksirem Gliss Kur

  
 10 lutego 2014 włosy po farbowaniu, obcięciu i koczku ślimaczku, zdjęcie w świetle słonecznym, niestety samowyzwalacz zawsze słabo sobie radzi.

Włosy były zapuszczane i podcinane regularnie, jednak we wrześniu 2015 stwierdziłam, że potrzebuję zmiany. Męczyło mnie ciągłe farbowanie i odrosty. Zapragnęłam rozjaśnić włosy i wypadło na sombre. Włosy rozjaśniane były trzy razy. Myślę, że nie ucierpiały na tym tak bardzo, jak bym się spodziewała przez to, że były w bardzo dobrej kondycji. Obecnie są zdrowe, końcówki się nie rozdwajają. Jedynym moim problemem jest ich suchość i skłonność do plątania się. Przez ostatni rok bardzo rzadko je olejowałam, jednak już nadrabiam zaległości. Wrzucam zdjęcia po drugim rozjaśnianiu, bo w robieniu fotek włosów też mam zaległości, a niebawem na blogu aktualizacja włosowa, a także post o obecnej pielęgnacji. Zaczyna ona być znów coraz bardziej bogata.

7 komentarzy:

  1. zakochalam sie w Twoich wlosach :3
    mozna wiedziec ile masz w kucyku? sa one grube czy raczej cienkie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są chyba przeciętne. Myślę, że efekt robi tutaj gęstość i cięcie na prosto. Gdy ostatnio mierzyłam było 12/13, ale podejrzewam, że teraz jest mniej :) Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Piękne! Jak włosy Niny :)! Też podziwiałam jej długie przepiękne włosy, zwłaszcza w 2 i 3 sezonie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Włoski masz teraz śliczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje włosy wyglądają teraz przepięknie! Opłacało się poświęcić im trochę więcej czasu. =)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz i opinię. Rosnąca liczba wyświetleń i komentarzy motywuje mnie do dalszej pracy.